|
Namysłów:
Paweł Kuleszka - Bartłomiej Maciejewski, Krystian Raszewski,
Damian Zalwert (46' Kamil Wolny) - Tomasz Kozan (k), Mariusz
Raszewski, Łukasz Biczysko, Rafał Simlat (61' Andrzej Sanocki),
Andrzej Moskal (46' Zbigniew Pabiniak) - Patryk Pabiniak, Kamil
Hołub
Trener: Krzysztof Gnacy |
|
Mecz z imiennikiem z Namysłowa rozpoczął się z jedną, ale dość
istotną zmianą. W bramce, występującego od ośmiu spotkań pod
rząd Jerzego Ryncarza (nie mógł przyjechać ze względów
osobistych) zastąpił Sławek Śmidoda i tu można było mieć przed
meczem pewne obawy o jego dyspozycję, ale jak się okazało na
koniec nasz golkiper był wyróżniającą się postacią, zachowując
czyste konto. Poza tym Start Namysłów, podobnie jak nasza
drużyna w rundzie wiosennej spisuje się doskonale, zwyciężając
większą ilość spotkań i o wygranej z tą drużyną nikt głośno
przed tym meczem nie mówił.
Spotkanie rozpoczęło się od wzajemnego badania sił i toczyło
głównie w środkowej części boiska. Jako pierwsi do ataku ruszyli
nasi zawodnicy, ale w 5 min. Mateusz Mikler fatalnie spudłował.
Chwilę później najlepszy strzelec zespołu gospodarzy Patryk
Pabiniak głową próbował pokonać naszego bramkarza, ale Sławek w
tej sytuacji spisał się bez zarzutu. Pecha w 20 min. miał nasz
kapitan Grzegorz Lichwa, gdy piłka po jego uderzeniu zza pola
karnego wylądowała na poprzeczce bramki Kuleszki i opuściła plac
gry. Ale, jak przysłowie mówi "co się odwlecze, to nie uciecze".
9 minut po tym zdarzeniu nasz młody napastnik Mateusz Krupa
wszedł z piłką w pole karne minął Maciejewskiego i niczym
wyborowy strzelec zdobył pierwszego gola tego meczu i trzeciego
w kolejnym trzecim meczu. Po tym golu bardziej ożywili się
miejscowi gracze, ale Simlat, P.Pabiniak, Hołub, Sanocki i inni
zawodnicy Namysłowa mieli w tym meczu nie najlepiej ustawione
celowniki, lub skutecznie interweniował Śmidoda i do utraty gola
nie doszło. W 39 minucie meczu tuż przed polem karnym faulowany
był strzelec pierwszego gola dla Bogdanki Mateusz Krupa i sędzia
podyktował rzut wolny w okolicy lewego narożnika pola karnego.
Na wykonanie tego stałego fragmentu gry zdecydował się Mariusz
Wiciak i silnym uderzeniem pokonał Pawła Kuleszkę. Do końca I
połowy już nic ciekawszego się nie wydarzyło i sędzia Daniel
Panek zakończył pierwsze 45 minut.
Z chęcią odrobienia dwubramkowej straty i bardziej otwartą grą
namysłowianie rozpoczęli II połowę, a naszym zawodnikom
stwarzało to okazję na grę z kontry, co chyba każdy zespół lubi
najbardziej. Groźne akcję gospodarzy, strzałami próbowali
wykończyć wcześniej wymienieni zawodnicy "czerwono-czarnych",
ale dobrze w tym meczu dysponowany był Sławek Śmidoda,
udowadniając, że jest godnym następcą Jurka Ryncarza. W 58 min.
w polu karnym gospodarzy piłkę na głowę otrzymał Andrzej
Antoszczyszyn, po zagraniu jej przez Mariusza Wiciaka, ale nasz
obrońca nie trafił piłką w światło bramki. Ostatnie 15 minut
meczu było popisem jednego aktora, jakim był Grzegorz Lichwa. W
75 min. z lewej strony boiska Mateusz "Matis" Mikler idealnie
zagrał do naszego kapitana, który tuż zza pola karnego, z
powietrza huknął piłkę w kierunku bramki Kuleszki i miejscowy
golkiper zmuszony był wyciągnąć ją z siatki. Taki gol mógłby być
ozdobą każdego meczu. Na 7 minut przed końcem spotkania przed
swoją szansą stanął wprowadzony w II połowie Paweł Papuga, ale
przy jego silnym strzale z pola karnego znakomicie zachował się
Kuleszka, broniąc to uderzenie. Gdy wydawało się, że trzy
bramkowa wygrana Bogdanki utrzyma się do końca, na indywidualną
akcję w polu karnym Namysłowa zdecydował się Grzegorz Lichwa,
wymanewrował obrońców i silnym uderzeniem w długi róg bramki
Kuleszki przypieczętował wysoką wygraną naszego "Teamu".
Zawodnicy miejscowego Startu byli dzisiaj bezradni, wobec dobrze
prezentujących się naszych zawodników i po ostatnich wygranych z
pewnością nie spodziewali się takiego lania.
Słowa pochwały na pewno należą się każdemu uczestnikowi tego
spotkania, bo każdy w jakimś stopniu przyczynił się do tego
sukcesu. Grzegorz Lichwa zdobył pierwsze gole z akcji, a w sumie
w tej rundzie i całym sezonie ma już 6 goli i tym samym dogonił
Mateusza Miklera, który na wiosnę jeszcze nie cieszył się ze
zdobytego gola. Ale z pewnością nie o to chodzi, nie liczą się
indywidualności, lecz dobro całej drużyny i nie ważne kto
zdobywa gole, lecz liczy się przede wszystkim kolektrywna gra,
dobra atmosfera w drużynie i wzajemny cel.
[BO.S.] |