|
Zdzieszowice:
Adam
Pasdzior - Grzegorz Białek, Sebastian Polak, Grzegorz Zmuda,
Paweł Chełchowski - Paweł Grabowiecki, Mariusz Kapłon, Łukasz
Damrat, Daniel Rychlewicz (62' Rafał Czarnecki) - Leszek
Juszczak, Wojciech Ścisło
Trener: Krzysztof Job |
|
Na stadion w Bogdanowicach zawitał lider ze Zdzieszowic,
który w bieżących rozgrywkach w meczach wyjazdowych nie doznał
jeszcze goryczy porażki. W szeregach Ruchu jest dwóch zawodników
z naszego regionu, poprzednio występujących w Polonii Głubczyce:
Rafał Czarnecki i Wiesław Frydryk (w halowej Głubczyckiej Lidze
Piątek występował z kolegami - zawodnikami Bogdanki w drużynie
Galmetu, która zajęła 1 miejsce). Lecz w tym meczu wystąpił
tylko ten pierwszy przez ostatnie pół godziny. Zastanawia fakt,
że popularny "Wiera". który zwycięskim golem w ostatnim meczu
Zdzieszowic "załatwił" swojej drużynie 3 punkty w 94 minucie,
nie wystąpił w tym spotkaniu, ale to już nie nasze zmartwienie.
Pomimo siąpiącego przez cały mecz lekkiego deszczyku, licznie
przybyli na ten mecz kibice obu drużyn zacierali ręce, oczekując
dobrego, stojącego na wysokim poziomie meczu - i na pewno się
nie zawiedli.
Pierwsi sygnał do ataku dali nasi zawodnicy i po strzałach
Grzegorzów: Wieczorka i Lichwy, dwukrotnie obrońcy wybijali
piłkę z linii bramkowej, ale jako pierwsi gola zdobyli goście. W
18 minucie meczu rzut wolny wykonywał Ruch i przy dośrodkowaniu
w okolice 9 metra najwyżej wyskoczył Łukasz Damrat i głową
zdobył gola, piłka po drodze odbiła się od słupka i wpadła do
bramki, obchodzącego wczoraj 37 urodziny Jerzego Ryncarza. Tak
więc strzelanie goli rozpoczął faworyt, ale nasi zawodnicy nie
pozostali im dłużni. 9 minut po golu zdzieszowiczan, z
wyrównania cieszyli się zawodnicy i kibice Bogdanki. Grzegorz
Lichwa, będąc przed polem karnym skutecznie na lewej stronie
uruchomił Piotra Jamułę, który zagrał piłkę wzdłuż bramki
Pasdziora na prawą stronę do Mateusza Krupy, ten silnie uderzył
z prawej nogi i piłka wylądowała w bramce HKS-u. Nasi zawodnicy
w tym momencie uwierzyli, że nie liczą się przedmeczowe typy, a
dobrą i skuteczną grą można sprawić niespodziankę w tym meczu.
Tak więc pierwsza połowa zakończyła się wynikiem remisowym 1:1.
W
II połowie z wielkim animuszem ruszyli zawodnicy Ruchu, raz po
raz niepokojąc w bramce Jerzego Ryncarza, ale nasi zawodnicy
skutecznie rozbijali ataki gości i w dniu dzisiejszym byli
wyjątkowo skoncentrowani i dobrze dysponowani. W końcu odnalazł
się najstarszy stażem zawodnik Startu - Zbigniew Antoszczyszyn i
w 17 występie bieżącego sezonu w końcu zdobył gola. W 52 minucie
w polu karnym otrzymał podanie z prawej strony i strzałem z
pierwszej piłki pokonał Pasdziora. W tym momencie, taki obrót
spawy podziałał na zdzieszowiczan, jak przysłowiowa płachta na
byka. Wspierani głośnymi i kolorowymi kibicami piłkarze Ruchu
ponownie przejęli inicjatywę i na efekty nie trzeba było długo
czekać. W 67 minucie meczu Mariusz Kapłon zdecydował się na
uderzenie zza pola karnego i piłka po rykoszecie wpadła tuż przy
lewym słupku bramki Ryncarza. Jeśli ktoś w tym momencie myślał,
że to koniec emocji, to się pomylił. Na 3 minuty przed końcem
meczu Mateusz Mikler będąc w polu karnym wymanewrował dwóch
obrońców, a leżący na boisku Grzegorz Zmuda trącił ręką piłkę i
sędzia Adam Jochem z K-Koźla bez wahania wskazał na punkt
oddalony o 11 metrów od bramki Pasdziora. Do tej pory wszystkie
rzuty karne wykonywane w poprzednim i bieżącym sezonie były
trafione i tak też było tym razem. Do piłki podszedł Grzegorz
Lichwa, który w tej rundzie dwukrotnie zdobył gola z karnego i
tym razem się nie pomylił, strzelił mocno i pewnie zupełnie
myląc bramkarza gości. W naszej drużynie, jak i wśród kibiców
zapanowała euforia radości i oczekiwanie na końcowy gwizdek.
Gdybyśmy po regulaminowym czasie gry nie mieli wyjątkowego
szczęścia goście z pewnością doprowadziliby do remisu. Po rzucie
wolnym, tuż sprzed linii pola karnego piłka po strzale Mariusza
Kapłona wylądowała na poprzeczce, następnie spadła na piątym
metrze, a po dobitce zawodnika Ruchu piłka trafiła w słupek,
dopiero wybicie jej przez naszego zawodnika zażegnała
niebezpieczeństwo. Trzy minuty po tej sytuacji dobrze prowadzący
zawody sędzia kończy ten mecz i radości w Bogdanowicach nie było
końca.
To, co niemożliwe wydawało się przed meczem, stało się faktem po
90 minutach i drużyna Marka Malewicza w końcu odniosła
spektakularne zwycięstwo i na pewno podbuduje ono zawodników w
kolejnych pojedynkach w walce o utrzymanie się w IV lidze.
Powodzenia.
(BO.S.) |
|
Pomeczowe
opinie:

Grzegorz Lichwa -
kapitan. Strzelec zwycięskiego gola z rzutu karnego:
"Oczywiście, że przy karnym czułem jak
drży noga i serce mocniej bije, ale szybko się opanowałem i
dobrze uderzyłem. Myślę, że liderowi wysoko zawiesiliśmy
poprzeczkę, bo zagraliśmy bardzo ambitnie, a efekty dają
regularne treningi. Poza tym transfery poczynione w przerwie
zimowej okazały się strzałem w dziesiątkę." |